Sen o pogrzebie Doroty Stalińskiej.
09-04-2009, Melbourne
Sen o pogrzebie Doroty Stalińskiej.
Tym razem sen wyśniony przez moją żonę.
Zmarła Dorota Stalińska. Rodzina zmarłej zdecydowała, że ciało aktorki zostanie pochowane w jaskini. Jak na złość jaskinia znajdowała się we Włoszech i zainteresowani musieli udać się w podróż, żeby móc pożegnać panią Dorotę.
Moja żona, jako że zalicza się do wielbicielek kunsztu aktorskiego Stalińskiej, stwierdziła iż nie pozwoli sobie by nie złożyć jej hołdu po raz ostatni, poprzez uczestnictwo w pogrzebie. W drodze do Włoch spotyka Elżbietę (redaktorkę Racjonalisty). Poznaje ją bez problemu, bo przecież - podobnie jak ja - jest wierną czytelniczką jej artykułów. Po krótkiej rozmowie okazuje się, że również na płaszczyźnie towarzyskiej panie przypadają sobie do gustu i postanawiają resztę podróży odbyć w swoim towarzystwie.
Okazuje się, że Ela jedzie na pogrzeb pani Doroty z zupełnie innych powodów. Otóż sam pogrzeb jest niezwykle interesującą ceremonią. Wszystkim, którzy mają zostać pochowani we wnętrzu wspomnianej jaskini, obcina się... stopy. Oczywiście nie mogła sobie odmówić takiego materiału na kolejny artykuł. Jedzie tam, by rozwiązać zagadkę obcinanych stóp. Już dawno miała ochotę przyjrzeć się bliżej tej sprawie, ale jakoś nie było jej po drodze. Śmierć Stalińskiej staje się doskonałym pretekstem.
Podróż mija sympatycznie na niezobowiązujących pogaduchach i w końcu panie docierają na miejsce.
Przed jaskinią zgromadziło się kilkadziesiąt osób. Dołączają do zebranych i po chwili orientują się, że zebrani słuchają księdza, który coś opowiada. Okazuje się, że tłumaczy zebranym powody, dla których zmarłym obcinane są stopy, zanim zostaną pochowani. Zgodnie z jego słowami, czyni się tak, aby zabezpieczyć się przed wychodzeniem zmarłych z jaskini, co podobno jest zupełnie naturalnym w noc imienin św. Łucji. Słuchają tego wykładu przez chwilę, aż w pewnym momencie Ela stwierdza, że dłużej tych bredni nie wytrzyma i ruszają przed siebie w kierunku pobliskiego kościółka.
Wchodzą do środka. Ela od razu zarządza, że idą prosto do przełożonego klechy, który opowiadał brednie zebranym. Przyjmuje je inny ksiądz. Ela prosi go, aby pozwolił jej przejrzeć stare dokumenty. Liczy bowiem na to, że znajdzie w nich odpowiedź na dręczące ją pytania i zdobędzie garść informacji potrzebnych do napisania tekstu. Podejrzewa, że powodem obcinania stóp zmarłym jest jakiś głęboko zakorzeniony przesąd, którego źródła mogą wiązać się z medycyną.
Ksiądz słucha przez chwilę jej tłumaczeń, lecz przerywa i mówi, że żadnych dokumentów nie wyda, przejrzeć nijakich też nie pozwoli. Nie ma o czym nawet mówić. Stwierdza, że zna doskonale bezbożne artykuły, które Ela pisuje, i będzie ostatnią osobą, która pójdzie jej na rękę.
W tym momencie podchodzi do niej Anka i mówi, żeby zagadała klechę, a ona te dokumenty... pożyczy. W końcu leżą na biurku! Jak postanowiono, tak uczyniono. Już po chwili obie panie znajdują się na zewnątrz. Zniecierpliwiona Ela ponagla moją żonę, aby pokazała jej te dokumenty. Ania wyjmuje papiery z torebki, lecz zdziwiona zauważa, że dokumenty zmieniły się w... zakładki do książek. Wiele, całe mnóstwo, kilka garści zakładek. Jedne plecione, inne wycinane, jeszcze inne wyszywane. Redaktorka odbiera ze zdziwieniem zakładki z rąk Anki i... wykrzykuje, że oto ma w ręce najstarsze i najcenniejsze dokumenty o jakich tylko mogła marzyć! Usiłuje tłumaczyć zaskoczonej Ance, że zakon który mieszka w niedalekim klasztorze, specjalizował się w dawnych czasach w wytwarzaniu tego typu zakładek. Mówi, że zazwyczaj każda z nich zawierała jakiś kod i teraz trzeba tylko rozszyfrować to, co tu zaszyfrowane. Jest tak podniecona i podekscytowana, że zaczyna plątać się jej mowa.
Nagle tłum zebrany przed jaskinią, który do niedawna słuchał słów klechy, rusza w waszym kierunku i obie panie zostają rozdzielone. Ktoś wpycha Anię do autokaru...
Tu sen się urywa.
