Straszliwy noworodek.
14-01-2008, Melbourne
Straszliwy noworodek.
Śniłem dziś dziwne fragmenty jakiej większej całości. Niestety, nie udało mi się dopasować luźnych wątków. Oto ten sen:
Jestem w Polsce. Znalazłem się w swoim starym domu "pod lasem". Mam spotkać się tutaj ze swoim starym znajomym. Nie wiem jednak kto nim jest. Wiem jedynie, że nasze spotkanie będzie miało niezwykle nietypowy przebieg. Czekam więc na nie z niecierpliwością.
W chwilę później pojawia się mój znajomy. W sennej rzeczywistości doskonale znałem tego człowieka, jednak teraz nie potrafię skojarzyć go z nikim.
Witamy się ściskając sobie dłonie i siadamy po przeciwnych stronach ogniska, które zdążyło już wypalić się i żarzy się czerwonymi węgielkami rzucając słabe światło. Kolega zaczyna opowiadać mi, że niedawno urodził dziecko. Nie chce mi się w to wierzyć, więc usiłuję uściślić tę informację pytając go, czy asystował w porodzie swojej małżonce, czy rzeczywiście to on je rodził.
Kolega tłumaczy mi, że on je urodził, ale w przypadku porodu przez mężczyznę nie jest to takie proste. Płód bowiem rozwija się w okolicach kręgosłupa, i kiedy osiąga dojrzałość, co objawia się sporym garbem w okolicach lędźwi, poród odbiera się chirurgicznie. Zupełnie nie chce mi się w to wierzyć, ale on wyjmuje jakieś naręcze dokumentów, w których komisja lekarska stwierdziła, że był w ciąży i urodził noworodka płci męskiej. Jestem wstrząśnięty lekturą.
Pytam go, jak się czuje po tej przygodzie. Uspokaja mnie mówiąc, że wszystko jest w porządku, a następnie pyta czy chcę obejrzeć jego pierworodnego. Oczywiście wyrażam zainteresowanie. Znajomy wyjmuje niewielkie zawiniątko spod poły płaszcza i wręcza mi je delikatnie. Odbieram je ze skupieniem, odwijam rąbek, żeby przyjrzeć się twarzyczce dziecka. Widok poraża mnie i elektryzuje. Na frontalnej części twarzy brak jest ust! Widzę jedynie żywe oczka w kolorze głębokiego granatu oraz nosek, ale brak tu ust! Spoglądam pytająco na kolegę. Odpowiada, że jego synek jest trochę nietypowy. Mówi, że usta znajdują się po przeciwnej stronie czaszki.
Odwracam dziecko, by spojrzeć na potylicę i z jeszcze większym zaskoczeniem dostrzegam usta. Nie są to jednak zwyczajne usta noworodka - to paszcza, w której błyszczy pełen garnitur ostrych jak brzytwa zębów! Paszczęka kłapie nieprzyjemnie usiłując złapać mnie za palec. W ostatnim momencie odsuwam dziecko od siebie. Zdążyło jednak chapnąć za rękaw mojej kurki i oto szarpie zajadle. Przypomina mi to szarpanie podobne do zabaw małego szczeniaka.
Wyrywam kurtę z zębów noworodka, ale całkiem spory kawałek pozostaje zatrzaśnięty w jego paszczy. Wyrwał mi dziurę w rękawie kurtki! Paskuda! Oddaję dziecko ojcu, który patrzy na mnie z dziwnym uśmieszkiem na ustach.
Budzę się ze wstrętem.
