Umierająca piaszczysta planeta.

12-12-2007, Melbourne

Umierająca piaszczysta planeta.

Udaję się w podróż. Widzę siebie pakującego walizkę i przygotowującego się do wyjścia. Sen przeskakuje, by na moment pokazać mi niewielki statek kosmiczny, który będzie moim domem przez jakiś czas. Wsiadam do środka i zajmuję miejsce w niewielkiej kajucie. Sen przeskakuje znowu.

Widzę siebie stojącego przy oknie. Perspektywa trzeciej osoby uniemożliwia mi poznanie obiektu mojego zainteresowania, ale dochodzę po chwili do wniosku, że obserwuję niewielką planetę, która powoli rośnie przed moimi oczami. To miejsce mojego lądowania. Kolejny raz sen przeskakuje.

Widzę siebie stojącego na jakiejś piaszczystej drodze. Sen zmienił perspektywę i śnię w pierwszej osobie. Rozglądam się wokół - otacza mnie bezkresne piaszczyste pustkowie. Zaczynam czuć pewien rodzaj niepokoju, jaki odczuwają ludzie, którzy znajdują się w sytuacji, z której nie bardzo wiedzą jak wyjść.

W pewnym momencie zauważam, że zbliża się do mnie jakiś pojazd. Początkowy uwagę moją przykuwa niepozorny tuman kurzu na horyzoncie, ale już po chwili zauważam pojazd. Podjeżdża do mnie bardzo szybko i hamuje kilkadziesiąt metrów ode mnie. Z wnętrza ktoś kiwa w moją stronę ręką, wykonując zapraszające gesty. Korzystam z tego "kiwanego" zaproszenia i już po chwili siedzę w środku pojazdu. Jego kierowca nie zwraca już na mnie więcej uwagi. Ruszamy. Za oknem przesuwa się pustynny krajobraz urozmaicany jedynie piaszczystymi kopczykami.

Po dłuższej chwili dojeżdżamy do zabudowań. Ze zdziwieniem zauważam, że wszystko jest tu wykonane z piasku. Pojazd podjeżdża do ogromnej babki z piasku, jakie dzieci zwykły budować w piaskownicach. Zauważam, że znajdują się w niej niewielkie okienka, a niektóre z nich łączą się z balkonikami. To hotel.

Wysiadam z pojazdu, który natychmiast odjeżdża. Po kilku krokach wchodzę do wnętrza piaskowego budynku. Na środku holu znajduje się ogromna piaskowa fontanna spływająca piaskowymi kaskadami. Przez chwilę obserwuję przesypujący się piasek. Zastanawiam się, czy wszystko tutaj wykonane jest z piasku, ale moje zamyślenie zostaje przerwane przez człowieka, który podchodzi do mnie oznajmiając, że nie mogą czekać dłużej. Muszę się pospieszyć, jeśli chcę zdążyć na przejażdżkę.

Odstawiam walizy i z uśmiechem odpowiadam, że za nic w świecie nie chciałbym przegapić przejażdżki. Idziemy obaj do pojazdu. Jest większy od tego, który mnie tu przywiózł. Znajduje się tu również większa ilość osób. Sadowię się wewnątrz pojazdu, a sen ponownie przeskakuje w czasie.

Stoję przed ogromną piaskową górą, z której ogromnymi kaskadami zsypuje się piasek. Wpada ogromnym, syczącym strumieniem w głąb przeogromnej dziury. Dziura w ziemi (piasku?) jest tak wielka, że nie widać jej dna. Dopiero teraz odzywa się przewodnik. Oznajmia zgromadzonym, że oto stoimy przed problemem z jakim musimy sobie jakoś poradzić. Piaszczysta planeta zapada się sama w sobie. W wielu miejscach powstała, podobna tej, dziura w ziemi, w którą powoli zsypuje się piaszczysta planeta. Przewodnik pokazuje ręką miejsce, w którym kilka tygodni wcześniej wznosiła się ogromna piaszczysta góra, a teraz nic już tam nie ma.

Dociera do mnie, że nie znalazłem się tutaj w charakterze turysty. Jestem jakimś naukowcem, który ma zapobiec powolnemu zniknięciu planety w dziurach. Niestety, nie mam na razie nic mądrego do zaproponowania. Na domiar złego budzę się w tym miejscu.

Powrót...


Komentarze do tekstu

Powrót...