Sprzężone sny (2).

10-09-2007, Melbourne

Sprzężone sny (2)

Mój sen:

Śni mi się, że poczułem się źle. Jakiś taki słaby się zrobiłem... senny. Żona przekonała mnie, żebym poddał się badaniom, bo przecież nie można tak źle się czuć. Coś mi musi ewidentnie doskwierać i im szybciej problem zostanie rozstrzygnięty, tym lepiej. Przyznaję jej rację i umawiam sobie wizytę u lekarza.

Sen przeskakuje. Wiem, że już po wizycie, że wszystkie zlecone mi badania wykonałem i właśnie czekam na ich wyniki. Oto dzwoni telefon. Podnoszę słuchawkę. Chwilę słucham głosu, który obwieszcza mi, że moje badania wykazały rozległego raka. Stan jest zaawansowany. Tak bardzo zaawansowany, że nie ma ani chwili do stracenia - muszę natychmiast zgłosić się do specjalisty i poddać chemioterapii.

Zamieram osłupiały. Głos w słuchawce nakazuje pospieszyć się ze wszystkim, a jakoś nie mogę wykrzesać w sobie motywacji, żeby mrugnąć okiem. Stoję tak dłuższą chwilę.

Sen przeskakuje. Leżę w łóżku. Jestem słaby i czuję się parszywie. Nad moim łóżkiem pochyla się żona. Zmienia mi kompres z wilgotnej szmatki, która tak się rozgrzała od mojego czoła, że parzą mnie spływające po twarzy krople wody. Wiem doskonale, że jest ze mną bardzo źle, że pewnie to kilka ostatnich moich minut, ale nie mam siły nawet podnieść wzroku, a już na pewno podziękować jej za to, co dla mnie robi. Usiłuję się lekko uśmiechnąć, ale nie wychodzi mi to zupełnie. Zamykam oczy i sen się urywa.


Rankiem, jak codziennie, opowiadamy sobie co przyniósł nam sen. Oto sen, który przyśnił się dokładnie tej samej nocy mojej żonie:

Jest w Polsce. Spaceruje ulicami miasta, którymi zwykła spacerować, kiedy w nim mieszkała. Doskonale zna te ulice. Pewnie cieszyła by się móc jeszcze nimi spacerować, ale tym jest inaczej. Jest samotna. Bardzo samotna. Dzieci dorosły i wyprowadziły się z domu. Żyją własnym życiem i z rzadko odwiedzają mamę. Ja umarłem wiele lat temu. Postanowiła odwiedzić polskie kąty, ale najwidoczniej żałuje tej decyzji.

Chce wrócić do siebie do Australii ale nie może. Nie ma pieniędzy, żeby kupić sobie bilet.

Budzi się z poczuciem smutku i bezgranicznej samotności.

Powrót...


Komentarze do tekstu

Powrót...