Spotkanie z ojcem.

30-08-2007, Melbourne

Spotkanie z ojcem.

Śni mi się, że mam spotkać się ze swoim ojcem. Bardzo dawno nie widzieliśmy się i cieszę się na to spotkanie. Są ze mną moje córki. Chcę je przedstawić ojcu i wierzę, że sprawi mu to przyjemność.

Czekam na niego w domu, w którym mieszkałem swego czasu w Polsce. Kiedy ostatnio w nim byłem, przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy. Nikt w nim nie mieszkał. Szyby w oknach były wybite, a okna zabite deskami. Wewnątrz pozrywane podłogi, odrapane ściany, meble zniszczone i połamane.

Teraz stoję w kuchni przyjemnie urządzonego domu. Na podłogach dywany, ściany odmalowane, wszędzie stylowe mebelki. Po chwili udaje mi się dostrzec odtwarzacz NAD'a. Zastanawia mnie to, gdyż jeśli dobrze pamiętam, ojciec mój nie był audiofilem. Cieszy mnie jednak, że dom zwykł na nowo przypominać czasy swojej świetności. Podziwiam ilość pracy, która została włożona, żeby doprowadzić tę ruderę do takiego stanu.

Czekanie na tatę zaczyna jednak się dłużyć. Dziewczynki się niepokoją i denerwują bezczynnością. Wychodzimy przed dom i kierujemy się w stronę lasu znajdującego się nieopodal. Nie mamy żadnego celu, po prostu chcemy zabić trochę czasu spacerując.

Wokół typowa pora z moich snów - wieczorna szarówka. Chłodna wilgoć wciska się w szczeliny ubrań. Okrywamy się szczelnie. Nieprzyjemnie tutaj.

Po dłuższej chwili spacerowania w tę i z powrotem dobiegają nas jakieś głosy. W naszą stronę zmierza większa grupa ludzi. Postaci są jeszcze dość daleko i nie mogę nikogo rozpoznać, ale czuję, że to mój tata z towarzyszami.

- No, w końcu dziadek przyszedł. - Mówię dziewczynkom. Czekamy jeszcze chwilę. Sylwetki zaczynają wyłaniać się z mroku. Zaczynam też rozpoznawać ludzi. Widzę mojego dawno zmarłego wujka, dostrzegam ciotkę, która nie żyje od wielu już lat. W końcu pojawia się mój ojciec. Jest stary. Bardzo, bardzo stary. Mam spore trudności z rozpoznaniem go. Jego twarz jest szara i pokryta gęstą siecią zmarszczek. Idzie z wyraźnym trudem.

Korowód dawno zmarłych członków mojej rodziny mija mnie bez słowa (choć przysiągł bym, że jeszcze przed momentem było to bardzo gwarne towarzystwo). Tata siada na ławce stojącej przed domem. Siadam obok i przytulam się do niego. On bez słowa obejmuje mnie. Trwamy tak dłuższą chwilę.

Zamykam oczy i przypominam sobie jak kiedyś siedzieliśmy na ławeczce nieopodal przydrożnej kapliczki. On opowiadał mi coś, a ja słuchałem go z wielkim wprost zainteresowaniem. Wspomnienie zaczyna się jednak rozwiewać. Myślę sobie, że chciałbym żeby to była rzeczywistość, że tak bardzo chciałbym, żeby moje dotychczasowe życie okazało się tylko snem. Żebym mógł otworzyć oczy i przekonać się że jedynie zasnąłem podczas gdy on mówił do mnie, a ponad nami wiatr szumiał w koronach brzóz.

Dociera do mnie jednak, że tak się nie stanie. Wiem przecież, że tata nie żyje, że właśnie spotykam się we śnie ze zmarłym, że za chwilę opuszczę ten sen. Budzę się grubo przed dzwonkiem budzika.

Powrót...