Klasztor w lesie.

09-08-2007, Melbourne

Klasztor w lesie.

Jestem w lesie. Idę dokądś razem z trzema innymi osobami. Maszerujemy dość szybkim krokiem i rozmawiamy ze sobą. Żartujemy i śmiejemy się radośnie. Powoli zapada zmierzch. Robi się coraz ciemniej. Wygląda na to, że przyjdzie nam zatrzymać się na odpoczynek w tym lesie.

Rozbijamy prowizoryczny obóz. Po chwili dostrzegam płonące ognisko. Nie wybieram się jednak do snu. Pozostaję czujny i pilnie obserwuję kładącą się do spania grupę.

W pewnym momencie dociera do mnie, że znalazłem się tutaj nieprzypadkowo. Mam pewną misję do spełnienia. Otóż muszę kogoś przed czymś ostrzec. Konkretnie zmierzam do położonego w sercu tego lasu klasztoru. Muszę ostrzec jego mieszkańców przed zbliżającym się zagrożeniem. Tym zagrożeniem jest... diabeł.

Sen przeskakuje w czasie. Widzę, jak moi towarzysze budzą się. Przez dłuższą chwilę słuchamy porannego śpiewu ptaków. Powoli jednak wstajemy, pakujemy nasze obozowisko i ruszamy dalej. Towarzyszy nam wesoła i ożywiona atmosfera leśnej wędrówki. Ciągle jednak pozostaję w stanie gotowości. Wiem bowiem doskonale, że zło przed którym mam ostrzec ludzi towarzyszy mi tu i teraz, pod postacią jednego z towarzyszy. Nie przeszkadza mi to jednak oddawać się przyjemnej rozmowie.

Po długim marszu docieramy w końcu na miejsce. Pomiędzy gałęziami drzew prześwitują mury klasztoru. W grupie daje się odczuć poruszenie. Przyspieszamy. Kierujemy się w stronę niewielkiego okienka, przez które wchodzę do środka. Za mną gramoli się jakaś dziewczyna. Czekam przez moment, aż cała wejdzie przez szczelinę do środka, a wówczas łapię ją silnie za ramiona i głęboko zaglądam jej w oczy. Widzę wyraźnie źrenice, które najpierw się rozszerzają, a następnie zwężają. Ta jest czysta. To nie diabeł, którego się obawiam. Podobnie postępuję z kolejnym wchodzącym - ten również nie jest diabłem. Czekam na trzeciego i ostatniego towarzysza, ale ten jednak się nie pojawia. Zamiast niego przez otwór usiłuje się wcisnąć ogromna zielona papuga. Zagradzam jej przejście i odganiam ją. Jestem prawie pewien, że to diabeł. Papuga odlatuje, ale widzę doskonale, że siada na gałęzi niezbyt odległego drzewa i patrzy w moją stronę.

Ktoś podaje mi kilka cegieł, które układam tak, aby uniemożliwić ponowne skorzystanie z tej szczeliny. Dopiero po chwili odwracam się i dostrzegam dziewczynę w lekkiej, jasnej sukience. To ona podała mi cegły. Uśmiecha się do mnie i zaczynamy rozmawiać. Opowiadam jej, że droga do nich zajęła mi kilka dni.

Kiedy tak relacjonuję swoją podróż dostrzegam, że prowadzi mnie w kierunku wielkich głazów. Siadamy na nich, a ja dalej opowiadam. Mówię jej, że jeden z moich towarzyszy to diabeł, który teraz zamienił się w wielką papugę i będzie starał się wniknąć do środka klasztoru. Dziewczyna spogląda na mnie ze zdziwieniem i mówi, że to nie jest żaden klasztor. To miejsce, w którym zamieszkują ludzie, którzy postanowili odejść od cywilizacji. Nie obowiązuje tu żadna reguła zakonna, ani żadna inna. Mieszkają tu, gdyż tak chcą.

Stwierdzam, że kiedy byłem tu ostatni raz, mieszkali tu jedynie mnisi. Zauważam, że musiało się wiele zmienić od tego czasu. Kobiet nigdy tu bowiem nie było. Dziewczyna uśmiecha się, ale nic nie mówi. Budzę się w tym miejscu...

Powrót...


Komentarze do tekstu

Powrót...