Zabawa balonikiem.
09-08-2007, Melbourne
Zabawa balonikiem.
Dziś w nocy byłem na plaży. Dziwna to była plaża. Przypominała raczej dość wąską groblę pomiędzy dwoma jeziorami. Na piaszczystej grobli rozłożyli się na kocach ludzie. Trudno było znaleźć choćby kawałek wolnej przestrzeni, ale udaje mi się to po dłuższej chwili.
Okazuje się, że nie przyszedłem tutaj sam. Są ze mną dziewczynki. Rzucają swoje rzeczy na koc i wzorem innych dzieci biegną bawić się nad wodą. Usiłuję poukładać nasze rzeczy tak, żeby nie przeszkadzały innym plażowiczom.
Kładę się na ręczniku i usiłuję złapać kilka promieni słonecznych na twarz. Robi się przyjemnie ciepło. Po chwili dziewczynki wyrywają mnie z błogostanu. Proszą, żebym poszedł z nimi pobawić się balonem. Uśmiecham się i wstaję. W sumie dlaczego miałbym nie skorzystać z propozycji zabawy?
Prowadzą mnie na brzeg i pokazują mi balon, do którego uprzednio nalały wody i przywiązały długi sznurek. Moja rola w tej zabawie ma polegać na rzuceniu balonika jak najdalej w wodę, a one będą przyciągać go z pomocą sznurka.
Nie wiem dlaczego ta zabawa miała być tak bardzo pasjonująca, ale już po chwili widzę siebie pracowicie rzucającego balonik. Rzucam nim to w jedną, to w drugą stronę grobli. Okazuje się, że po chwili do zabawy dołączają też inne dzieci. Nawet ustawia się dość długa kolejka ojców, którzy również chcą rzucać balonikiem.
Ten jednak na razie należy do mnie i wcale nie kwapię się udostępnić go innym. O dziwo ta głupkowata zabawa wcale mnie nie nudzi. Widzę, że niektórzy żywo dyskutują moje kolejne rzuty balonem. Budzę się...
