Wojtek w szpitalu.

07-08-2007, Melbourne

Wojtek w szpitalu.

Jestem w Polsce. Spaceruję z jakimś psem po łąkach. Pies biega spuszczony ze smyczy. Szaleje w trawie. Przez dłuższą chwilę obserwuję jego psią zabawę i cieszy mnie widok tego, jak bardzo jest szczęśliwy w swoim psim zapamiętaniu.

Idę przed siebie pogrążony we własnych myślach, ciągle obserwując psie igraszki. Po chwili wyłaniają się przede mną jakieś zabudowania. Nigdy wcześniej ich tutaj nie było. Już jakiś czas wcześniej udało mi się rozpoznać, że znajduję się w okolicach domu, w którym mieszkałem w Polsce. Tych zabudowań jednak nie pamiętam. Podejrzewam, że długo mnie tu nie było i wiele rzeczy musiało się pozmieniać.

Podchodzę do ogrodzenia pierwszego domu i ze zdziwieniem stwierdzam, że jest to dom mojego kolegi ze szkoły podstawowej - Wojtka. Jakoś nigdy nie byliśmy blisko, ani nie darzyliśmy się sympatią. Zatrzymuję się w tym miejscu na moment i pozwalam napłynąć wspomnieniom.

Z rozmyślań wyrywa mnie czyjś głos. Podnoszę głowę i widzę przed sobą mamę Wojtka. Pozdrawiam ją i pytam co słychać. Mówi, że sporo lat minęło i wiele rzeczy się tu zmieniło. Nie mieszkają już tam, gdzie mieszkali. Usiłuję się dowiedzieć jak potoczyły się losy mojego kolegi, ale kobieta ignoruje moje pytanie i mówi o czymś innym.
Pytam ponownie. Tym razem spogląda na mnie wnikliwie i mówi, że leży w szpitalu. Usiłuję dowiedzieć się co się stało, ale odpowiada tylko zdawkowo, że miał wypadek. Urywa rozmowę stwierdzając, że musi już iść. Żegnam się z nią nie kryjąc zdziwienia, ale nie zwraca na mnie więcej uwagi. Odchodzi.

Wołam psa. Pojawia się błyskawicznie. Idziemy dalej dróżką wiodącą nieopodal ogrodzenia kolejnych domów. W pewnym momencie zauważam dom M.

Teraz już jestem zupełnie skonfundowany. Ten dom na pewno nie powinien stać w tym miejscu! Co on tutaj robi? Podchodzę bliżej, żeby przyjrzeć się dokładniej. Tak jest. Nie mam najmniejszych wątpliwości - to jej dom! Moje zdziwienie sięga zenitu i... budzę się w tym miejscu.

Powrót...