Sprzęgnięte sny.
28-02-2007, Melbourne
Sprzęgnięte sny.
Sen zaczyna się, kiedy wraz z kilkunastoosobową grupą czekam na rozpoczęcie się wykładu na jakiejś wyższej uczelni. Wykład ma dotyczyć jakiegoś problemu z zakresu psychologii motywacji i emocji. Wykładowca najwyraźniej się spóźnia. Musi jednak cieszyć się albo niezrównaną erudycją, albo należeć do niesławnego grona "kos", gdyż żaden ze zgromadzonych nie ma ochoty opuścić naszego zgromadzenia. Czekamy. Czas płynie wolno, ale nikt nie śmie powiedzieć słowa. Jedni czytają, inni gapią się bez celu przez okno obserwując co też ciekawego dzieje się na ulicy.
W końcu nasza cierpliwość zostaje nagrodzona i po chwili na schodach pojawia się nauczyciel. Wygląda bardzo typowo. Jak na szacownego profesora przystało, ma siwą brodę, rzednące włosy na głowie i dość grube, okrągłe okulary na nosie. Pod pachą niesie kilka książek. Otwiera drzwi i nasza grupka, nadal w milczeniu, wsypuje się do sali wykładowej. Każdy zajmuje miejsce przy jednoosobowej ławeczce i wykład się rozpoczyna.
Po chwili jedna ze studentek podnosi rękę i po udzieleniu jej głosu zadaje pytanie. Pytanie wydaje się bardzo banalne i odpowiedź na nie nie powinna sprawić trudności znacznie mniej zaawansowanemu studentowi. Profesor jednak w zupełnym spokoju słucha pytania i odpowiada na nie w bardzo "łopatologiczny" sposób. Studentka ma jednak w zanadrzu więcej pytań. Już po chwili wywiązuje się długa dyskusja pomiędzy dziewczyną, a profesorem.
Dopiero po chwili zauważam, że ta studentka to moja żona. Myślę sobie, że przecież mogła mnie zapytać w domu czego nie rozumie, a nie zajmować teraz czasu na naszym spóźnionym wykładzie. Po kilku minutach przysłuchiwania się prowadzonej dyskusji, również grupa zaczyna odczuwać pewien dyskomfort. Tu i ówdzie słychać chrząknięcia, a nawet głosy oburzenia. Wydaje się nawet, że sam zagadnięty profesor zaczyna tracić spokój i daje wyraźne sygnały zdenerwowania.
Studentka jednak pozostaje kompletnie głucha na szum niezadowolenia jaki pojawił się w sali za jej przyczyną. Z zaangażowaniem neofitki zadaje kolejne pytania, które nie dość, że ukazują jej nieprzebrane pokłady niezrozumienia tematu, to jeszcze w brutalny sposób ograbiają wszystkich zebranych z czasu, który powinien zostać przeznaczony na wykład.
Kiedy niezadowolenie sięga zenitu i pojawiają się wyraźne oznaki niezadowolenia, a próby głośnego przywołania dziewczyny do porządku nadal nie przynoszą zadowalającego efektu, budzę się.
Po obudzeniu podzieliłem się snem z żoną, a ona opowiedziała mi swój sen, który śnił jej się dokładnie w tym samym czasie. Oto ten sen:
Śni jej się, że jest automatem. Jest górną częścią swojego tułowia, osadzoną na metalowym rusztowaniu, z którego wyrastają stalowe pajęczokształtne łapy. Czuje wyraźnie, że w jej głowie pracuje zespół komputerów, czy też procesorów. Jej obecność w miejscu, w którym się znajduje jest potwierdzona faktem, iż jest maszyną do pozyskiwania informacji. Jej celem jest zebranie jak największej masy wszelkich możliwych danych na każdy temat. Przemieszcza się szybko na swoich pajęczych łapach, skanując wzrokiem wszystko, co tylko wejdzie w jej pole widzenia. Przejmuje wiedzę od przechodzących obok niej ludzi i przetwarza ją za pomocą swojego krzemowego mózgu.
Musi się spieszyć. Czas, który pozostał do spełnienia zadania jest bardzo krótki i skraca się coraz bardziej z każdym podjętym przez nią działaniem. Kiedy słabnie, co objawia się spadkiem szybkości przetwarzania pozyskanych informacji, musi udać się na strych pewnego budynku, aby podłączyć się do źródła zasilania.
W procesie pozyskiwania danych, oprócz czasu ciągle tykającego na jej niekorzyść, jest jeszcze inny element, któremu ciągle musi stawiać czoła. To maszyny przebrane za ludzi. Nie różnią się niczym od zwykłego człowieka, ale zrobią wszystko, aby uniemożliwić jej zakończenie misji. Starają się odnaleźć miejsce, w którym podładowuje swoje baterie. Tylko tam mogą jej zaszkodzić, bowiem kiedy jest w pełni naładowania jest niezniszczalna, jednak w trakcie ładowania jest praktycznie bezbronna.
Sen pokazuje, że z każdym kolejnym wyjściem na zewnątrz, jej antagoniści są coraz bliżsi odkrycia pilnie strzeżonego miejsca ładowania. Ostatnie podładowywanie nie było pełne, gdyż musiała odłączyć się zbyt wcześnie, aby nie zostać przyłapana i najprawdopodobniej unicestwiona.
Sen kończy się, kiedy na plan wkracza jej siostra, która będąc taką samą maszyną do przetwarzania danych, oddaje jej swój zapas energii.
