Świadek morderstwa.

26-02-2007, Melbourne

Świadek morderstwa.

Dość trudny do opisania sen przyśnił mi się kilka dni temu. Cały ten senny obraz śnił mi się z perspektywy trzeciej osoby. Oglądałem sceny rozgrywające się przede mną, ale nie uczestniczyłem w nich osobiście.

Wszystko zaczyna się od telefonu, który wyrywa z drzemki policjanta siedzącego przy biurku. Ktoś dzwoni, by zgłosić fakt znalezienia na swojej posesji ciała zamordowanej dziewczyny. Policjant niespiesznie wstaje i wychodzi z pomieszczenia.

Sen przeskakuje. Teraz widzę tego samego policjanta idącego w towarzystwie starszego, grubego mężczyzny. Obaj o czymś rozmawiają, ale nie słyszę ich słów. Grubas żywo gestykuluje. To on znalazł ciało porzucone w zagajniku.

Po chwili mężczyźni docierają na miejsce zbrodni. Teraz zauważam ciało. Jest potwornie zmasakrowane. Widać to doskonale nawet przez igelitowy worek, w który jest zawinięte. Policjant w milczeniu ogląda zwłoki. Nie mogę na nie patrzeć. Cała twarz nieszczęsnej ofiary jest potwornie pokaleczona. Odwracam wzrok. Sen znowu przeskakuje.

Widzę troje młodych ludzi. Znajdują się w zniszczonym pokoju. Odrapane ściany z wilgotnymi zaciekami. Jakieś na pół zniszczone meble. Ludzie ci przypominają wyglądem kloszardów. Dwaj mężczyźni ubrani są w płaszcze, których dni świetności przeminęły wiele lat temu. Jest z nimi jeszcze dziewczyna. Jest młoda, może dwudziestokilkuletnia, ale ziemista cera i pozbawione blasku oczy sprawiają, że wygląda znacznie starzej.

Dziewczyna i mężczyzna słuchają trzeciego, który opowiada o czymś w bardzo egzaltowany sposób. Mówi krótkimi, urwanymi zdaniami, a podniesiony głos i gestykulacja zdradzają, że jest czymś niezwykle podniecony.

Zaczynam rozumieć, że sen przeniósł się do kryjówki morderców. Tak, to oni dokonali tej makabrycznej zbrodni. Ten egzaltujący się młody człowiek jest z pewnością prowodyrem. Opowiada właśnie kolegom o swoich przeżyciach, o tym jak bardzo był podniecony obserwując agonię dziewczyny. Sposób w jaki mówi o szczegółach tej zbrodni skłania mnie, aby postrzegać go jako osobę psychicznie niezrównoważoną. Nawet przez moment robi mi się żal pozostałych, gdyż pozostają oni pod wpływem szaleńca, którego biorą za kogoś na wzór proroka.

Przez chwilę słucham słów szaleńca. Planuje on dokonać kolejnej zbrodni. Tym razem chce zrealizować swoją fantazję, polegającą na tym, żeby polizać twarz trupa. Opowiada o tym, że taka właśnie fantazja towarzyszy mu od kiedy pamięta.

Pozostali słuchają go z zainteresowaniem. Na ich twarzach pojawiają się coraz to inne emocje. Dziewczyna spogląda jakby z niedowierzaniem. Podejrzewam, że nie może uwierzyć, że ktokolwiek mógłby chcieć zrobić coś takiego. Wygrywa jednak ciekawość.

Sen znowu przeskakuje. Tym razem widzę szaleńca stojącego nad brzegiem rzeki płynącej przez las. Rzeka w tym miejscu tworzy niewielkie zakole. Wariat wraz z drugim mężczyzną (tym, który przysłuchiwał się poprzednio jego opowieści, oraz najprawdopodobniej brał udział w poprzednim zabójstwie) wyjmują coś z wody. Dostrzegam, że jest to ciało. Musiało leżeć tu bardzo długo, gdyż zdążyło bardzo napuchnąć i częściowo się rozłożyć.

Opętany Demonem Szaleństwa zbliża swoją twarz do zniekształconej twarzy namokniętego trupa i liże ją kilka razy. Jego towarzyszem wstrząsają mdłości. Dziewczyna odwraca głowę i wymiotuje.

Zaczynam mieć dość. Chcę się już obudzić. Jak zwykle w takich sytuacjach, kiedy fabuła gęstnieje i staje się nieznośna, szukam ratunku w ucieczce z danego snu. Udaje mi się to z różnym skutkiem. Czasem wyskakuję z onirycznych rojeń, a czasami zupełnie mi się to nie udaje. Tym razem przyszło mi to dość łatwo. Obudziłem się pomimo faktu, że sen znowu przeniósł się w inne miejsce. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam była postać policjanta poznanego w pierwszej części tego koszmaru.

Powrót...