Nieudana akcja.

13-10-2006, Melbourne

Nieudana akcja.

Sen zaczyna się w chwili negocjacji między policją, a bandytami. W tym śnie jestem oficerem i prowadzę dochodzenie w sprawie napadu. W bliżej nieokreślonym budynku zabarykadowali się przestępcy biorąc w charakterze zakładników kilkoro dzieci. Negocjacje odbywają się przez telefon i nikt nie wie gdzie dokładnie znajdują się kidnaperzy.

Sen przeskakuje i oto widzę sporych rozmiarów stodołę, wewnątrz której ukryli się przestępcy. Dociera do mnie, że udało mi się wyśledzić ich kryjówkę i mogę teraz prowadzić akcję w pobliżu. Rozmawiam z porywaczami i udaje mi się ustalić, że jest ich około pięciu.

Po dłuższej chwili ustalamy, że bandyci wyprowadzą dzieci z zagrożonego budynku i zamkną je w szopie, która stoi nieopodal. Nie pamiętam już dlaczego fakt wyprowadzenia dzieci ze stodoły był tak istotny, ani dlaczego zamknięci ich w szopie było takim wspaniałym postępem w naszych mediacjach. Niemniej jak ustalono, tak też się stało: wyprowadzamy dzieci z budynku i wprowadzamy je do szopy.

Ze zdziwieniem zauważam, że to nie są żadne dzieci, ale małe zwierzęta! Jakiś źrebak, dwie małe owieczki, koza i dwa cielaki. Po wprowadzeniu całej tej menażerii do szopy, zamykamy ją na klucz, który zostaje zdeponowany w kieszeni jednego ze złoczyńców.

Sen znowu przeskakuje w czasie i teraz widzę siebie pochylonego nad probówkami i mieszającego jakieś odczynniki chemiczne. Dociera do mnie, że właśnie testuję coś niezwykle istotnego w związku z prowadzoną sprawą. Dolewam jakieś testery i ciecz w probówce zmienia kolor na intensywnie czerwony.

Test ten wykazał, że zostałem okrutnie oszukany przez bandytów. Wiem, że szanse na uratowanie zwierząt zamkniętych w szopie przepadły bezpowrotnie. Odrzucam probówki, zdzieram z siebie laboratoryjny fartuch i wybiegam na zewnątrz.

Teraz sen pokazuje, jak stoję obok spalonej stodoły i nerwowo staram się przeciąć pilnikiem kłódkę, na którą została zamknięta szopa. Widzę, jak skobel spada, a ja wbiegam do środka. Rozglądam się zdenerwowany wokół i z przerażeniem dostrzegam martwe ciała.

Prawdziwie przerażony stwierdzam, że nie są to ciała zwierząt, które wpuściliśmy wraz z porywaczami do środka, ale są to ciała dzieci. Leżą nieżywe, powykręcane i zakrwawione. Wiem, że złoczyńcy nie da się już ująć i cała ta akcja nie skończyła się pomyślnie.

Powrót...