Sen o sarence.
21-12-2005, Melbourne
Sen o sarence.
Zauważam, że trzymam na uwięzi sarenkę. Sarenka stoi spokojnie i nie wyrywa się, jak przystało dzikiemu zwierzęciu. Prowadzę ją na sznurku, którym obwiązana jest wokół szyi. Ruszam przed siebie w stronę miasta. Sarenka idzie spokojnie obok mnie. Nie mam pojęcia dokąd zmierzamy. Miasto zbliża się coraz bardziej. Droga, do tej pory ziemista, zmienia się w kamienisty trakt. Docieramy w końcu do celu naszej wyprawy. To dom rzeźnika! Pełno tu ludzi. Wokół unosi się nieprzyjemny słodko-kwaśny zapach krwi. Nie podoba mi się to miejsce, ale wiem, że mam tu do załatwienia ważną sprawę.
Wchodzę do wnętrza budynku. Zapach staje się jeszcze bardziej przykry. Ludzie widząc, że prowadzę ze sobą sarnę, odsuwają się na boki. Przechodzę więc między nimi. Na samym końcu tego ludzkiego szpaleru znajdują się drzwi. Otwieram je. Cicho zgrzytają. W środku znajduję rzeźnika. To wielki mężczyzna. Jest ubrany w stary, bardzo zniszczony podkoszulek i takie same stare spodnie. Na nogach ma wysokie gumowe buty. Dziwi mnie, że nie znać na nim śladów krwi.
Mówię mu, że przyprowadziłem sarenkę. On pyta, czy chcę to zrobić sam. Spoglądam na niego i stwierdzam, że absolutnie nie! Rzeźnik bierze ode mnie sznurek w swoje ogromne łapy i ciągnie zwierze za sobą. Sarna jednak zaczyna ostro protestować. Biorę sznurek od rzeźnika i prowadzę sarenkę, która uspokaja się i pozwala się zaprowadzić na zaplecze, gdzie czeka ją przykry los. Rzeźnik bierze swoje narzędzia. Wielkie kleszcze na bardzo długiej rączce i niewielką siekierę na podobnie długiej rączce. Kiwa głową w moją stronę, żebym wyszedł. Odwracam się i wychodzę. Czekam dłuższą chwilę. Rzeźnik w końcu dołącza do mnie i podaje mi zawinięte w szary papier mięso. Niewiele tego mięsa. Ze zdziwieniem stwierdzam, że coś chyba jest nie tak - sarna bowiem była sporych rozmiarów, a on mi tu wręcza mięso objętością przypominające kilka kurczaków.
Rzeźnik spogląda na mnie równie zdziwiony i mówi, że z sarny to mięsa tyle co na lekarstwo. Poza tym on coś za robotę też musi otrzymać. Wychodzę z rzeźni. Budzę się w tym miejscu.
