Moje dziecko to Śmierć.
02-09-2005, Melbourne
Moje dziecko to Śmierć.
W oddali bawi się grupka dzieci. Dobiegają mnie odgłosy ich zabawy, ale nie jestem w stanie rozróżnić poszczególnych słów. Stoję na skrzyżowaniu ulic i widzę jak jakaś kobieta wchodzi na jezdnię. Zamyślona. W ogóle nie patrzy dokąd idzie. Widzę, jak uderza w nią samochód. Kobieta przewraca się i wygląda na to, że nie udało jej się ujść z życiem. Odwracam wzrok od tej nieprzyjemnej sceny i dostrzegam dzieci, które porzucając zabawę, zebrały się nieopodal aby obejrzeć wypadek.
Dostrzegam, iż jedno z nich jest znacznie wyższe od pozostałych i ubrane w bardzo dziwne szaty. To jakby długa, powłóczysta peleryna z kapturem. Wszystko w kolorze czerni. Nagle zdaję sobie sprawę, że to Śmierć we własnej osobie! Podbiegam do niej i odkrywam kaptur - przede mną stoi moja córka Laura. Jestem przekonany, że oto odkryłem potworną prawdę - moje dziecko jest Aniołem Śmierci! Ona spogląda na mnie smutnymi oczami, powoli odwraca się i zaczyna iść przed siebie. Doganiam ją i usiłuję z nią rozmawiać, ale ona wydaje się zupełnie mnie nie słyszeć, albo przynajmniej nie zwraca na mnie uwagi. Po chwili jednak przystaje, odwraca się, patrzy na mnie swoimi smutnymi oczami i mówi spokojnym, choć dziwnie smutnym głosem: - Takie jest życie. Pogódź się z tym. Mnie też jest przykro kiedy to się musi dziać...
Budzę się z charakterystycznym poderwaniem typowym dla koszmarów.
