Kłopoty śniącej grupy.

16-04-2005, Melbourne

Kłopoty śniącej grupy.

Sen zaczyna się, kiedy do jakiegoś dość dużego pokoju wchodzi grupa ludzi. Pięć, może sześć osób w różnym wieku. Jakiś mężczyzna prowadzi ze sobą kilkuletniego chłopca. Przyglądam się im z oddali nie czując się uczestnikiem tego spotkania. Ot, rozgrywa się ono przed moimi oczami, ale nic poza tym. Usiłuję nawet odwrócić od nich wzrok i zająć się z powrotem swoimi sprawami, jednak w pewnym momencie zebrani zaczynają zachowywać się dość dziwnie, co ponownie przykuwa moją uwagę. Oto rozkładają na podłodze materace i zdejmując wierzchnie odzienie układają się do snu. Po chwili wszyscy śpią kamiennym snem zupełnie nie przejmując się moją obecnością. A może nawet nie zdając sobie z niej sprawy? Chwilę przyglądam się im, ale moje zainteresowanie szybko ustępuje znudzeniu. W końcu, jak długo można obserwować grupę śpiących ludzi? Kiedy ponownie usiłuję zająć się swoimi sprawami, które w moim śnie nie zostały zdefiniowane, moi śpiący towarzysze budzą się w jednej chwili. Zaskakuje mnie fakt, że ocknęli się dokładnie w tym samym momencie. Siadają na swoich materacach i zaczynają żywo o czymś dyskutować. Po jakimś czasie zaczynam sobie zdawać sprawę czego jestem świadkiem. Otóż są to ludzie, którzy spotykają się ze sobą, by wspólnie śnić. Zazwyczaj udaje im się nawiązać doskonały kontakt ze swoimi śniącymi towarzyszami, ale od pewnego czasu coś skutecznie im przeszkadza. Kiedy zaczynają eksplorować senne krainy i napawać się wspólnymi próbami ich zrozumienia, zaczyna pojawiać się jakieś zawirowanie, źródło którego usiłują ustalić już od kilku spotkań. Okazuje się, że powodem ich ostatnich niepowodzeń jest ten mały chłopczyk, który po prostu boi się podążać za grupą śniących "wyjadaczy" i najnormalniej w świecie "zatruwa" ich sen swoimi lękami. Ojciec dziecka, od lat będący członkiem śniącej grupy, z jakich niezwykle ważnych powodów rodzinnych musi przychodzić na spotkania w towarzystwie brzdąca. Grupa stanęła zatem przed kryzysem, z którym musi sobie jakoś poradzić, jeśli nadal chce osiągać takie rezultaty jak poprzednio.

Ich ożywione dyskusje, a przede wszystkim niezwykła ich tematyka powoduje moje zainteresowanie. Usadawiam się w kącie (tak, by nie rzucać się im w oczy) i pilnie słucham różnych pomysłów, jakimi dzielą się członkowie tego niezwykłego towarzystwa.

Nie pamiętam dokładnie jakie pomysły zostały przedstawione, niemniej utkwił mi w pamięci ten, który został zaakceptowany przez większość. Otóż postanawiają oni śnić sen dziecka (ten, który przyśni się dziecku) i podążać za nim nie narzucając mu niczego ze swojej strony. To, wedle pomysłodawcy, powinno pozwolić poznać pozostałym źródło sennego lęku chłopca i w jakiś sposób poradzić z nim sobie.

Jak postanowiono, tak też uczyniono. Wszyscy układają się z powrotem na swoich materacach, by znowu zapaść w sen. Tym razem nie zamierzam przegapić tej ciekawostki. Kładę się na jakimś zdezelowanym materacu w kącie pomieszczenia i zapadam w sen.

Po chwili śni mi się wielkie jezioro usytuowane wśród potężnych, bardzo stromych szczytów gór (coś jak Morskie Oko, ale znacznie większe). Spoglądając w kierunku wierzchołków dostrzegam ich ośnieżone szczyty - jest tu cudownie cicho i pięknie. Rozglądam się wokół i dostrzegam moich śpiących znajomych, którzy kilkadziesiąt metrów dalej gramolą się do jakiegoś dmuchanego pontonu. Podchodzę do nich i spoglądam pytająco na jedno wolne miejsce. Ktoś kiwa głową dając mi znak, żebym się przyłączył, więc siadam. Ktoś odpycha nasz statek kijem od brzegu i powoli odpływamy. W tym momencie dostrzegam chłopca - stoi (sic!) na tafli wody i przygląda się szczytom gór.

Podpływamy niezauważeni do niego. Dzieli nas najwyżej kilka metrów, kiedy dziecko odwraca się i dostrzega naszą obecność. Zaczyna biec przed siebie. Biegnie jednak tak szybko, że po chwili znika nam z pola widzenia. Jezioro jest gigantyczne i jeśli czegoś nie zrobimy, to będziemy mieć wielkie trudności ze znalezieniem go na tym obszarze. Nagle ku mojemu zdumieniu przy naszym pontonie pojawia się... silnik. Zaczyna pracować bardzo cicho (słychać zaledwie delikatne brzęczenie) i nadaje naszemu pontonowi niesłychaną wprost szybkość. Płyniemy z taką prędkością, że mam wrażenie iż unosimy się kilka centymetrów nad taflą wody.

Zastanawiam się dłuższą chwilę nad tym, skąd wziął się ów silnik. Odpowiedź na to pytanie okazuje się trywialna. Przecież znajduję się w towarzystwie ludzi, którzy na eksplorowaniu tych światów "zęby zjedli" - po prostu wyśnił go jeden z ludzi, którzy siedzą ze mną w tej łódce - jakież to proste. Czuję silne podmuchy wiatru na twarzy i już po chwili wydaje mi się, że widzę sylwetkę dziecka pędzącego przed siebie w szalonej ucieczce. Jeszcze chwila i uda nam się go dopaść.

Wtem coś niewyobrażalnego zaczyna się dziać. Oto góra znajdująca się wprost przed nami zamruczała i lekko drgnęła. Zaczyna się rozstępować na kształt tunelu. Ktoś krzyknął "Który to śni?!", ale odpowiedziała mu cisza. Dociera do mnie, że to jest sen chłopca i to on kazał się rozstąpić górze. W tym czasie tunel został już całkowicie ukształtowany i zaczyna pochłaniać w siebie całą masę wody z jeziora.

Chłopiec wbiega w jego czeluść i znowu znika nam z oczu w jego ciemności. Silnik naszego pontonu przestaje mruczeć. Już nie jest nam potrzebny. Teraz czeka nas ślizg w głąb góry, zupełnie jak w lunaparku. Właśnie wpływamy wraz z potworną masą wody do tunelu. Zaczyna pochłaniać nas czerń głębi. Nie docierają tu żadne promienie słońca, ani światło z zewnątrz. Jest bardzo ciemno, ale dziwnie ciepło. Czuję, że nabieramy coraz większej i większej prędkości. Zaczynam czuć przerażenie, ale mam wrażenie, że pochodzi ono jakby z zewnątrz, jakby nie było generowane przeze mnie. Innymi słowy, boję się cudzym lękiem!

Lęk narasta coraz bardziej. Wtem potężne uderzenie powoduje, że budzę się na materacu w towarzystwie już rozbudzonych znajomych. Znowu przysłuchuję się dyskusji, z której wynika, że podejrzewają, iż chłopiec boi się ciemności. Zasmuca to niektórych, gdyż uwielbiają oni wchodzić w ciemne miejsca podczas wspólnego śnienia. Widzę teraz coś jakby projekcję wewnątrz mojego umysłu, która przedstawia jakieś stare domy i ludzi wchodzących do ich piwnic, jakieś groty i znikających wewnątrz nich moich śniących znajomych. W tym miejscu budzę się na dobre. Już we własnym łóżku.

Powrót...