Kamienne schody.

06-04-2005, Melbourne

Kamienne schody.

Wychodzę od dentysty ze swoją młodszą córką. Nie wiem dokładnie co u niego robiliśmy, bo prosto z poczekalni weszliśmy do gabinetu i mijając fotel oraz przygotowane wysterylizowane narzędzia, wyszliśmy drugimi drzwiami. Sam lekarz stał przy fotelu i uśmiechając się odprowadzał nas wzrokiem. Nie znam tego człowieka w rzeczywistości. Wysoki, szczupły facet noszący śmieszną bródkę i wąsik a'la Frank Zappa.

Za drzwiami, przez które wyszliśmy zobaczyłem, iż stoimy na szczycie wielkich, naprawdę gigantycznych schodów wykutych w skale. Zamknąłem drzwi za nami i spoglądając w górę zdałem sobie, że oto stoję przed bardzo starą świątynią. Dentysta zatem przyjmował wewnątrz tej świątyni! Domknąłem z trudem kamienne odrzwia, które po drugiej stronie były przecież zwykłymi drzwiami do lekarskiego gabinetu, i pomyślałem, że czeka nas teraz strasznie ciężka droga w dół.

Zaczęliśmy schodzić, ale nie było to wcale proste. Schody były bardzo wysokie. Prawie półtorametrowe. Żeby zejść na niższy stopień musiałem usiąść na tym, na którym stałem, następnie skoczyć, uprzednio spuszczając nogi w dół. Później trzeba było wyciągnąć ręce do góry i złapać małą, która skakała w moje objęcia. Po pokonaniu kilku stopni byłem koszmarnie zmęczony. Usiadłem na chwilę żeby odetchnąć i zacząłem się rozglądać. Zobaczyłem innych ludzi, którzy wspinają się tą samą kamienną drogą. Niektórzy mieli małe drabinki, które pomagały im wspinać się na kolejne stopnie. Inni wlekli ze sobą niewielkie plastikowe krzesełka z przywiązanymi do nich linkami. Ustawiali krzesełko tak, aby ułatwić sobie wejście na wyższy stopień, a następnie wciągali krzesełko do góry za pomocą linki przywiązanej do oparcia. Wszyscy musieli wielokrotnie przystawać i odpoczywać, gdyż każda z metod była bardzo męcząca, a droga do pokonania niezwykle długa.

Siedziałem tak i podziwiałem ich niekłamane zaangażowanie jakie wkładali w tę wspinaczkę. Pomyślałem, że oni pewnikiem nawet nie zdają sobie sprawy, że tę wielką starą świątynię już dawno przerobiono na gabinet dentystyczny. Budzę się w tym miejscu.

Powrót...


Komentarze do tekstu

Powrót...