New Age i kulinaria.
29-12-2004, Melbourne
New Age i kulinaria.
Pracuję na jakiejś uczelni. To mój ostatni dzień w tym miejscu pracy. Wszyscy przygotowują się do pożegnania mnie. Szykuje się jakaś uroczystość. Coś na kształt apelu. Budynek, w którym się znajduję jest bardzo stary. Przypomina raczej zamek. Nagie kamienne ściany. Wysokie komnaty. Wszystko to sprawia wrażenie bardzo szacownej i starej uczelni. Właśnie siedzę w jednej z sal. To jakiś amfiteatr. Pełno tu krzesełek, ławek, gołych kamiennych schodków, na których też siedzi masa ludzi. Przed nami scena, na której odbywa się to dziwne przedstawienie na moją cześć. Przedstawienie jest straszliwe nudne i wydaje mi się, że zostało zrealizowane na chybcika. Pełno w nim niedociągnięć i potknięć. Nudzi mnie to. Wstaję i kieruję się do wyjścia. Nikomu nie przeszkadzam, a nawet podejrzewam, że nikt nie zauważa mojego wyjścia przed zakończeniem spektaklu.
Idę przed siebie opustoszałymi korytarzami, aż docieram do sali, w której zebrała się żywo dyskutująca grupka studentek. Przyglądam się postaciom i nagle uzmysławiam sobie, że to przecież moje koleżanki z ogólniaka! Większości nawet nie jestem sobie w stanie przypomnieć z nazwiska. Staję obok i zaczynam przysłuchiwać się rozentuzjazmowanym dziewczynom.
Szybko dociera do mnie, że mają one kłopot z jakąś wykładowczynią. Przyszły do swojej opiekunki grupy i rozmawiają z nią celem przedstawienia swoich racji. Okazuje się, że studiują jakiś New Age'owy kierunek, starają się jak mogą, a parszywa profesorka jakby się na nie uwzięła. Opiekunka grupy prosi aby dokładnie opowiedziały z czym konkretnie mają problem. Po chwili szamotaniny głos zabiera jedna z nich i opowiada całą historię. Otóż przedmiot jest ściśle związany z kulinariami. Pokazuje trzy ogromne kotły, a następnie wskazuje talię kart. Spoglądam dokładniej - to Tarot. Dziewczyna opowiada, że zanim zaczną gotować, muszą za pomocą talii Tarota wybrać właściwy kocioł.
Dokonuje się tego za pomocą dwóch rozkładów, z których pierwszy określany jest jako "rozkład niebieski", a następny jako "rozkład żółty". Z opowieści rozumiem, że rozkład niebieski nie sprawia moim koleżankom problemów, gdyż jego interpretacja jest dość prosta. Problem jednak mają z żółtym rozkładem, który cechuje się bardzo restrykcyjną interpretacją. Rozumiem, że znienawidzona wykładowczyni niedokładnie wytłumaczyła na czym ów żółty rozkład polega i dziewczyny mają z nim problem.
Opowiadająca bierze talię i pokazuje opiekunce jak rozkłada karty do żółtego rozkładu. Istotnie, samo rozłożenie kart jest niezwykle skomplikowane. Buduje się w nim kilka małych wachlarzyków, które pozostawia się zakryte (koszulkami do góry). Następnie za pomocą radiestezyjnego wahadełka wybiera się właściwy wachlarzyk. Niestety, dziewczyny nie potrafią wystarczająco precyzyjnie posługiwać się tym instrumentem i ich wybory stają się losowe, a nie takie jak oczekuje od nich prowadząca zajęcia. W tym momencie podchodzę i pytam, czy sam mogę spróbować wybrać właściwy wachlarzyk. Oczywiście wszystkie zgadzają się bez słowa protestu.
Wyjmuję z kieszeni swoje wahadełko i usiłuję dowiedzieć się, który wachlarzyk powinienem wybrać. Nad trzema kolejnymi nie otrzymuję jednoznacznych odpowiedzi, ale czwarty wyraźnie sygnalizuje mi fakt bycia tym właściwym. Mówię zgromadzonym, że czwarty wachlarzyk jest tym, który powinny wybrać. Karty zostają odsłonięte i na ich podstawie wybierają kocioł. Mówią mi, że w kotle powinien znajdować się "guzik". Jeśli dobrze wybrałem wachlarzyk, a one poprawnie zinterpretowały wynik, to właśnie "guzik" powinniśmy znaleźć w kotle.
Odkrywamy pokrywę i okazuje się, że kocioł jest pełen... piasku. Dziewczyny z namaszczeniem zaczynają grzebać w piasku takim wielkim widelcem i po chwili wyciągają z niego całkiem spory kamień. Ucieszone stwierdzają, że to właśnie jest właściwy kocioł. Jak mi wytłumaczono, ów "guzik" jest układem polegającym na tym, że w piasku jest tylko jeden kamień. Pytam co jest w pozostałych kotłach. One odkrywają pokrywy i pokazują mi inne układy. Sam piasek bez kamienia jest "pustym sitem", więcej kamieni to "paczka" i tak dalej. Rozumiem, że wybrałem poprawnie i wszystko się zgadza. Kocioł z "guzikiem" będzie wykorzystany do gotowania. Kocioł z "sustym sitem" będzie służył do przetrzymywania produktów mącznych, a "paczka" produktów mięsnych. Budzę się, kiedy są mi niezmiernie wdzięczne, że wybrałem właściwy kocioł.
