Nawiercana sztuka kochania.

25-11-2004, Melbourne

Nawiercana sztuka kochania.

A. była u lekarza, a ja w międzyczasie udawałem dobrego ojca i zajmowałem się dziewczynkami. Czas upływał nam na zabawie i chwilowo na nauce. Ot, łączenie przyjemnego z pożytecznym.

W pewnym momencie drzwi się otwierają i staje w nich A. Stoi przez chwilę w drzwiach i przygląda się naszym wygłupom. W końcu uśmiecha się i wchodzi do środka. Nadchodzi wieczór. Dziewczynki idą do swojego pokoju i po chwili przestają docierać do nas odgłosy ich działalności związanej z przygotowywaniem się do snu. Wydaje mi się, że A. właśnie na ten moment czekała. Spogląda na mnie i mówi mi, że była u lekarza. Odpowiadam jej, że taką wersję mi przedstawiła kiedy wychodziła, więc jeśli nic się nie zmieniło po drodze, to jestem w tej kwestii nieźle poinformowany. Ona jednak mówi mi, że była u... seksuologa. Poszła tam, aby doradził jej jak można by było uatrakcyjnić nasz związek.

Lekarz ów poradził jej, żeby za pomocą wiertarki wywierciła mi w miednicy (sic!) dwa otworki po obu stronach kręgosłupa. Ma to ponoć niesamowicie zwiększyć moje łóżkowe możliwości i wzbogacić ars amandi.

Patrzę na nią zdziwiony jak nigdy do tej pory mi się nie zdarzało. Proszę ją, żeby jeszcze raz dokładnie powiedziała mi, co jej ten lekarz kazał mi zrobić? Ona ponownie bardzo wyraźnie opowiada o wiertarce, miednicy, i miłosnej sztuce. Wychodzi z pokoju, by za moment wrócić z odpowiednimi narzędziami. W rękach trzyma wiertarkę z osadzonym wiertłem i siłuje się z wtyczką, która jakoś nie chce jej wejść do gniazdka. Pomagam jej włożyć wtyczkę, ale zatrzymuję ją, kiedy stara się mnie odwrócić i zadrzeć mi koszulę celem obnażenia interesujących ją partii mojej anatomii. Proszę, żeby wyjaśniła mi co na celu ma taki zabieg. Niby dlaczego ma to tak zbawiennie wpłynąć na te sprawy. Ona stwierdza, że przecież nie jest lekarzem i do końca nie zna zasady działania, ale skoro powiedział jej to taki specjalista to widocznie tak właśnie jest.

Pytam, czy sama sobie już dokonała tego zabiegu, czy to niby ma działać zbawiennie jedynie na męską część populacji. Ona na to, że jej to już zrobił lekarz i na dowód tego pokazuje mi plecy. Widzę dwa otworki pokryte strupami. Świeże rany. Pytam, czy możemy zatem spróbować pierwej, czy na nią ten zabieg podziałał w sposób oszałamiający, zanim ja się jemu poddam. Ona na to, że na razie nie może się ze mną kochać, bo to strasznie boli i trzeba czekać aż się zagoi. Potrwa to jakieś dwa tygodnie. Usiłuję jeszcze z nią rozmawiać, ale widzę, że ona nie ma zamiaru tracić czasu na pogaduszki i jedyne co ją w tej chwili interesuje, to aby zajść mnie od tyłu i zatopić wiertło w moim ciele. Budzę się w chwili, kiedy prawie jej się to udało.

Powrót...