Świetlista opiekunka.
12-11-2004, Melbourne
Świetlista opiekunka.
Śni mi się, że pomagam jakiemuś znajomemu w pracach budowlanych. Dookoła mnie panuje nieład. Wszędzie wala się gruz, jakieś pokryte betonem wiadra, deski i wszelkich rozmiarów rury. Wygląda na to, że budowa dopiero się rozpoczęła i wybudowano zaledwie fragment parteru.
Sen zaczyna się w chwili, kiedy czekamy na dostawę desek. Stoimy z robotą, bo ciężarówka z materiałami utknęła gdzieś po drodze. Siedzę właśnie na murku z moim kolegą i pogryzam jakieś sucharki, czy chrupkie ciastka. Rozmawiamy. Zauważam, że zrobiło się całkiem ciemno. Jest późny wieczór i niebo zdaje się być sino-granatowe. Nie przeszkadza nam to jednak, gdyż plac budowy jest doskonale oświetlony lampami halogenowymi zamontowanymi na słupach w czterech rogach naszego "pola boju". Przypomina to oświetlenie stadionu piłkarskiego. Światło jest bardzo jasne, tak że dalsza praca, która ma się odbywać już grubo po zachodzie słońca nie wydaje się być trudna. W tej chwili jednak pozostajemy bez zajęcia i niecierpliwie oczekujemy przyjazdu ciężarówki z deskami.
Rozglądam się wokół i widzę w oddali poruszające się sylwety na tle coraz ciemniejszego nieba. Dostrzegam również, jakieś dziwne siatkowane konstrukcje. Sylwetki zdają się wspinać na liny siatki, to znów schodzić z niej w dół. Scena wydaje się być raczej nietypowa, a dodatkowo uwagę moją przykuwa fakt, że biegające pod siatkowatymi konstrukcjami sylwety są jakieś dziwnie małe. Przychodzi mi do głowy myśl, że to jakieś karły. W pewnym momencie jedna z sylwetek, która cały czas siedzi obok nieruchomo, zaczyna świecić jasnym światłem! Pragnę podkreślić, że cała scena rozgrywa się w oddali i nie jestem w stanie z tej odległości ocenić co dokładnie się tam dzieje. Przyglądam się tej świetlistej istocie z niekłamanym zdziwieniem. Odwracam się do siedzącego obok mnie kolegi i proponuję mu, żebyśmy podeszli bliżej, bo bardzo intryguje mnie co tam się dzieje. Wstajemy i idziemy w kierunki zgrai karłów skaczących po siatkach oraz świetlistej osoby, która jak na ironię przestała teraz świecić i siedzi sobie nieruchoma będąc zwykłą czarną sylwetą na tle nieba, które coraz bardziej pogrąża się w ciemności.
Kiedy podchodzimy bliżej, wszystko się wyjaśnia. To plac zabaw. W jego centralnym miejscu postawiono nową zabawkę - trzy wbite w ziemię solidne pale, na których rozwieszono siatkę z grubego i bardzo mocnego sznura. Na tak rozwieszoną sieć wspina się rozwrzeszczana banda dzieciaków płci obojga, które wydawały mi się być karłami. Nieruchomo siedząca na ławce postać wydaje się być opiekunką tej bandy urwisów. Przyglądam się jej wnikliwiej i zdaję sobie sprawę, że to... Nicole Kidman we własnej osobie! Jest okryta białym płaszczem, który przydaje jej wyglądu madonny. Kidmanka tutaj? Czyżby jakiś film kręcili? Myślę sobie, ale nagle zdaję sobie sprawę, że ona jest tu incognito. Stąd ten płaszcz, którym jest przykryta razem z głową.
Usiłuję dołączyć do dzieciaków i wypróbować zabawkę, jednak dociera do mnie wołanie kolegi - przywieźli deski. Musimy już wracać. Odstępuję więc od siatki z niekłamanym żalem. Odchodząc w kierunku naszego "stadionu", który teraz błyszczy w oddali niczym diament, odwracam się by jeszcze raz spojrzeć na Nicole i bandę rozdartych hultajów i dostrzegam coś niesamowitego... Biały płaszcz Kidman płonie teraz wściekłym blaskiem! Światło jest bardzo jasne, ale nie męczy wzroku i nie muszę przymykać powiek, żeby móc popatrzeć w jego kierunku. Stojąc już w pewnym oddaleniu dostrzegam, że płaszcz z tyłu ma wymalowany na sobie wizerunek Matki Boskiej. Podświetlony od spodu sprawia wrażenie bardzo rzeczywistego, niemalże trójwymiarowego.
Podchodzę bliżej i przyglądam się dokładnie płaszczowi Kidmanki, która dalej siedzi bez ruchu niczym rzeźba, jakby nie zdawała sobie zupełnie sprawy z tego, co się dzieje. Przyglądam się jeszcze uważniej i już rozumiem skąd to światło. Otóż Nicole jest cała okręcona włosowatymi światłowodami, które emitują światło z tysięcy zwojów. Teraz rozumiem, że taka ilość światłowodowej żyłki musi sporo ważyć i pewnie z tego właśnie powodu Kidmanka pozostaje nieporuszona. Odchodzę kilka metrów dalej ciągle oglądając to świecące zjawisko. Wygląda zaiste zjawiskowo w roli świetlistej osoby. W roli? Ależ tak! Muszą tu gdzieś kręcić film :-) Odchodzę w kierunku budowy przekonany, że Kidman kręci jakiś nowy film. Budzę się.
