Sen o siostrze i narzędziu ogrodniczym.

14-09-2004, Melbourne

Sen o siostrze i narzędziu ogrodniczym.

Jestem w jakimś klasztorze. Szare, odrapane mury. Niewielu ludzi kręci się po placu, na którym właśnie stoję. W oddali kilka budynków. Wszystko raczej szare i smutne. Niekoniecznie przygnębiające, ale właśnie szare i smutne. Dookoła panuje cisza.

Na środku placu znajduje się studnia usytuowana na pewnego rodzaju podwyższeniu. Niewysoka cembrowina. Nad nią drewniana konstrukcja z wałem, korbą, łańcuchem i wiadrem. Wszystko to zwieńczone drewnianym daszkiem pokrytym jakby gontem. Stoję obok tej studni i zaglądam do środka - głęboka cholernie! Pomimo, iż patrzę naprawdę bardzo głęboko nie dostrzegam wody. Bardzo wyraźnie pomyślałem w tym momencie, że klasztor musi znajdować się na jakiejś skale i to na bardzo dużej wysokości, skoro musieli wykopać tak koszmarnie głęboką studnię, żeby dostać się do wody. Kontempluję tę głębię, kiedy nagle dobiegają do mnie jakieś krzyki. Coś musiało bardzo wzburzyć mieszkańców (rezydentów?), że tak strasznie wrzeszczą. W oddali dostrzegam jakieś zbiegowisko. Podchodzę niespiesznie do zebranych ludzi i usiłuję odkryć co stało się przyczyną tego rwetesu. Widzę jakąś siostrę zakonną ubraną w klasztorne szaty. Klasyczne - czarny chałat. Siostra jest bardzo wzburzona. Krzyczy coś, ale nie mogę zrozumieć słów. Koło siostry dostrzegam chłopca. Chłopiec ubrany zupełnie tak samo jak pozostali zgromadzeni - zakonne szaty. Stoi ze spuszczoną głową i płacze. Siostra wymachuje jakimś przedmiotem i wrzeszczy. Widzę, że tłum nasycił ciekawość i zaczyna się rozchodzić do swoich zajęć. Na placu zostają cztery osoby: wściekła siostra, płaczący chłopiec, jakiś zakonnik i ja.

Zakonnik usiłuje uspokoić wzburzoną siostrę i dowiedzieć się co jest przyczyną takiego zachowania. Kobieta tłumaczy, że znalazła w celi, którą zajmuje chłopiec, narzędzie diabła. Ona żąda, żeby chłopca wydalić ze zgromadzenia, bo to nie do pomyślenia, żeby takie zberezieństwa miały miejsce w tych szacownych murach. Podaje ze wstrętem przedmiot, który trzyma w ręce, zakonnikowi. W tym momencie odzywa się zapłakany chłopiec (nie więcej niż 12-13 lat liczący) i przez łzy mówi, że to nie jest nic innego jak tylko narzędzie ogrodnicze, którym posługuje się przy kopaniu dołeczków pod rośliny, którymi zajmuje się na co dzień. Patrzę na narzędzie. Wygląda ono jak świder okryty płaszczem. Jest czarne, lśniące i bardzo czyste. Wygląda jakby natarte oliwą. Kiedy dokładnie przyglądam się narzędziu, widzę iż w zarysie metalowego płaszcza można dostrzec kobiecą sylwetkę z wielkim biustem. Oczywiście trzeba wejrzeć się bardzo wnikliwie, ale to tylko złudzenie - ot po prostu płaszcz okrywający świder ma na sobie wypustki, które przy naprawdę dobrej woli, mogą wyglądać jak piersi. Trochę niżej płaszcz się zwęża i wygląda jak kobieca talia. Jestem jednak przekonany, że to jest narzędzie ogrodnicze.

Zakonnik wnikliwie ogląda przedmiot i w pewnym momencie podrywa się z ławeczki na której siedzi. Oddaje przedmiot chłopcu, gładzi go po głowie i spogląda krzywo na siostrę. Bez słowa odwraca się i odchodzi.

Siostra spogląda na mnie i prosi, żebym szedł z nią, bo ona potrafi udowodnić swoje słowa. Idziemy do jej celi. Kiedy wchodzimy do środka, drzwi zatrzaskują się za mną z głośnym zgrzytnięciem. Rozglądam się i ze zdziwieniem stwierdzam, że cela siostry wygląda jak sala tortur, którą urządził sobie kat erotoman. Pełno tu najróżniejszych gadżetów erotycznych: jakieś wibratory, dmuchane lale, specjalnie profilowane łóżka i krzesła. Pod ścianą stoi wielkie koło ze skórzanymi paskami, które służą do przywiązywania partnera i odbywania z nim seksualnych sado-masochistycznych zabaw.

Siostra jak gdyby nie zwraca uwagi, że wystrój jej celi nie przystoi pobożnej mniszce. Nie zwraca uwagi na mnie, ani na moje zdziwienie, którego nawet nie usiłuję maskować. Podchodzi do jakiejś szafki i wyjmuje z niej bardzo podobne urządzenie jakie przed chwilą było przedmiotem ogólnego zgiełku wywołanego jej świętym wzburzeniem. Biorę je do ręki. Przedmiot wykonany jest z plastyku lub twardej gumy. W miejscu, gdzie w tamtym, ogrodniczym narzędziu znajdował się świder, w tym znajduje się gumowa rurka właściwych rozmiarów. Przedmiot nie pozostawia żadnych wątpliwości - służy do onanizowania się przez mężczyznę. Okryty jest bardzo podobnym płaszczem, z tą różnicą, że tym razem nie trzeba się bardzo starać dostrzec w nim kobietę - on jest wizerunkiem kobiety przedstawionym w bardzo niedwuznacznej pozie.

Siostra milczy chwilę pozwalając mi przyjrzeć się wręczonemu przedmiotowi, po czym podekscytowana pyta: "No i co? No i co? Nie mówiłam, że to narzędzie Szatana? Mówiłam! Trzeba gnojka usunąć z klasztoru! To nieprzyzwoite..." Jej potok słów nie ma końca. Budzę się w tym miejscu.

Powrót...


Komentarze do tekstu

Powrót...