Sędzia w worku.

01-02-2004, Melbourne

Sędzia w worku.

Śnił mi się dziwny sen dzisiaj... Wszystko zaczyna się od jakiegoś meczu, któremu sędziuję. Mecz jest niezwykle dziwny. Otóż przede mną znajduje się ring wypełniony błotem. Na ringu występuje dwóch zawodników. Mają na sobie takie wielkie parciane worki, w których są cali ukryci. Worki są związane tak, że zawodnika zupełnie nie widać. Zawodnicy leżą w tym błocie i rzucają się jeden na drugiego. Przypomina mi to walkę dwóch morsów na plaży. Ot, jeden podrzuca się i usiłuje uderzyć tego drugiego swoim ciężarem. Drugi oczywiście robi dokładnie to samo. Zawodnicy zupełnie siebie nie widzą, bo przecież cali są w zawiązanym worku. Takiego to właśnie meczu jestem sędzią. Wszystko się kończy, a ja zaczynam składać swoje rzeczy. Podchodzi do mnie jakiś Rosjanin. Niski, ale bardzo barczysty. Mówi łamaną polszczyzną, że przegrał przez mój błąd. Twierdzi, że źle sędziowałem i dlatego znalazł się na przegranej pozycji. Odpowiadam, że sędziowałem zupełnie bezstronnie i że nic na to nie mogę poradzić. On jednak mówi, że nie podejrzewa mnie o stronniczość, ale o nieuważne sędziowanie. Tłumaczy mi wiele zawiłości, których podobno się nie dopatrzyłem sędziując jego walce. No trudno, stwierdzam, że jest mi przykro i nic na to nie poradzę. Na to facet mówi, że żąda satysfakcji i chce ze mną stoczyć walkę. Odmawiam, ale w tym samym momencie wyrasta za mną chłopisko wielkości dwudrzwiowej szafy i przykłada mi do głowy pistolet. Mój rozmówca przedstawia go jako swojego brata i ostrzega mnie, żebym go nie drażnił, bo brat raczej wolno myśli, ale szybko strzela. No cóż, na przeciwko takich argumentów nie mam wiele do powiedzenia. Udaję się w drogę za moim rosyjskim przyjacielem w asyście jego szanownego brata. Idziemy tak i idziemy, mijamy pola, lasy, a w międzyczasie rozmawiamy. To znaczy ja słucham monologu wykładanego łamaną polszczyzną. Facet opowiada mi o odpowiedzialności, braterstwie, otwartości umysłu, i wielu, wielu innych rzeczach. Dochodzimy wreszcie na brzeg jakiegoś jeziora. Brzeg jest bardzo błotnisty. Brat mojego współrozmówcy wyciąga dwa worki i podaje je nam. Ubieramy się, a on zawiązuje worki nad naszymi głowami. No trudno, przyjdzie mi teraz stoczyć walkę. Nie dochodzi jednak do niej, bo budzę się.

Powrót...