Ksiądz iluzjonista.

11-01-2004, Melbourne

Ksiądz iluzjonista.

Byłem w jakiejś zapadłej wiosce w Polsce jako uczestnikiem wyprawy naukowej mającej na celu zdemaskowanie jakiegoś księdza. Chodziła bowiem, plotka, że podczas kazań wygłaszanych przez tego człowieka, kościół zaczynał żyć własnym życiem i wyglądało to, jakoby każdą swoją najmniejszą cząstką popierał w pełni słowa duszpasterza. Do kościółka przybywały setki, a nawet tysiące wiernych, żeby te cuda zobaczyć. Jak się potem okazało, całe to zamieszanie nie spodobało się kurii, której byłem pracownikiem.

Sen zaczyna się, kiedy wysiadam z pociągu razem z moimi kolegami. Diabeł tutaj bardzo rzadko i tylko zdawkowo mówi dobranoc, po czym udaje się w rejony mniej zapomniane. Ot wioska, jakich nie brak w Polsce. Mam nawet wrażenie (którym zresztą dzielę się z resztą ekipy), że to miejsce bardziej przypomina mi Białoruś, niż Polskę. Nie wiem skąd to porównanie, bo przecież nigdy nie byłem na Białorusi. Wszystkim jednak bardzo się podoba ta analogia i śmiejemy się wesoło żartując, że pomyliliśmy pociągi. Po tym wybuchu ożywionej radości, wyruszamy na poszukiwanie kościółka - celu naszej dzisiejszej wyprawy. Znajdujemy go błyskawicznie i zupełnie bez jakichkolwiek problemów. Stoi w centrum wioski, która liczy nie więcej niż 20 domów. Bieda tu straszliwa. Czuję się przygnębiony widokiem brudnych dzieci, chudych psów i ogólnego marazmu. Czas tutaj zatrzymał się wieki temu. Nie wiem jaki to dzień, ale okazuje się, że w kościółku trwa właśnie jakieś nabożeństwo. Wchodzimy do środka. Dziwi mnie bardzo, że wewnątrz znajduje się zaledwie kilka osób. Spodziewaliśmy się tłumów, a tu kapłan odprawia mszę przed zaledwie kilkuosobową grupką osób. No cóż, pewnikiem tłumy napływają tutaj tylko w wielkie święta. Nikt nie zwraca na nas uwagi, więc siadamy w ławkach i obserwujemy. Ksiądz właśnie zbiera się, by wyjść na ambonę. Czekamy w napięciu obserwując jego gibkie (zbyt gibkie jak na staruszka...) kroki po schodach. Zaczyna się kazanie. Ksiądz opowiada historię jakiegoś chłopca, który swego czasu mieszkał w tej wiosce. Daje się słyszeć szmer poruszenia wśród zebranych. Najwidoczniej jest to znana wszystkim historia i swego czasu była głośno komentowana przez mieszkańców. Ksiądz opowiada, że chłopiec urodził się kilkanaście lat temu w małym domku pod lasem, a jego rodzice byli bardzo biedni. Kiedy miał kilka lat ojciec zrobił mu z drewna malutki trójkołowy rowerek... W tym momencie przez środek kościoła przejeżdża na malutkim rowerku zielona, półprzejrzysta zjawa! Wyjeżdża z prawej nawy, przejeżdża środkiem zupełnie nie zwracając uwagi na poruszonych jej obecnością ludzi i znika w lewej nawie. Ksiądz kontynuuje swoją opowieść o tym, jak ojciec chłopczyka uległ śmiertelnemu wypadkowi podczas karczowania lasu. W tym momencie nad naszymi głowami przelatuje z wizgiem siekiera i wbija się w ścianę! Wśród zebranych słychać okrzyki wskazujące, że nieźle się przestraszyli. Kiedy jednak usiłuję się przyjrzeć bliżej wbitej w drewnianą ścianę kościółka siekierze, zauważam że ona również jest przezroczysta i świeci dziwną zielonkawą poświatą. To hologram! Oczywiście, że to hologram! Ksiądz opowiada dalej, ale nie słucham już jego historii. Skupiam się natomiast na obserwowaniu coraz to nowszych "cudów", które pojawiają się celem zilustrowania słów duszpasterza. Jest ich mnóstwo! Krzyż stojący na ołtarzu kiwa się z prawa na lewo, a wisząca na nim figurka Jezusa przekręca głowę.

Kiedy msza kończy się i wszyscy wychodzą, nasza ekipa idzie na zakrystię, żeby rozmówić się z księdzem. Przedstawiamy się i wyłuszczamy cel naszej wizyty. Ksiądz zaczyna drżeć i bełkocze coś, że on nie ma pojęcia dlaczego te wszystkie cuda się zdarzają. W pewnym momencie uspokaja się i zdejmuje z głowy... maskę. Pod nią ukazuje się młody człowiek. Zaczyna teraz opowiadać swoją historię. Mówi, że jest uczniem szkoły dla iluzjonistów, ale w związku z faktem, że był niezwykle słaby i miał zamiłowanie do alkoholu, szkoły nie udało mu się skończyć. Postanowił wyjechać ze swojego rodzinnego miasta. Dotarł do tej zapomnianej przez boga i demony wioski. Przedstawił się jako duszpasterz, a mieszkańcy powitali go z wielką radością, gdyż kilka dni wcześniej zmarł ich ksiądz. Nasz niedoszły sztukmistrz zamieszkał więc w kościółku. Przerobił go wedle swojego uznania. Najpierw poprzeciągał linki, które pociągał dyskretnie podczas kazań, a przyczepione do nich przedmioty poruszały się wzbudzając powszechną trwogę, ale i uznanie. Później zaopatrzył się w rzutniki hologramów, które umieścił w różnych częściach kościoła. Sen kończy się, kiedy opowieść księdza-iluzjonisty dobiega końca.

Powrót...


Komentarze do tekstu

Powrót...