Prześliczna morderczyni.

29-07-2003, Melbourne

Prześliczna morderczyni.

Znika młoda dziewczyna w jakichś nietypowych bardzo okolicznościach. Nie wiem dokładnie jakie te okoliczności były. Nie one są jednak najważniejsze. Otóż znacznie istotniejszą sprawą jest fakt, że zniknięcie dziewczyny nosi wszelkie znamiona porwania, którego dokonała moja dobra znajoma. Zostaje mi ta sprawa przydzielona. Muszę odkryć czy dziewczyna jeszcze żyje i co się właściwie dzieje.

W tym momencie sen się przenosi w przestrzeni pokazując mi scenkę mniej więcej taką: w dużym, pustym pomieszczeniu stoi na środku stół. Taki wielki stół rzeźnicki. Na stole leży przywiązana do niego uprowadzona dziewczyna. Jest naga, przerażona, ale wszystko wskazuje na to, że zrezygnowała już dawno z walki i krzyku. Po prostu leży sobie i wygląda na bardzo, ale to bardzo przerażoną i zrezygnowaną jednocześnie. Obok stołu znajduje się wózek, jaki używany jest w szpitalach przy operacjach. Na wózku cały asortyment narzędzi chirurgicznych. Mnóstwo różnych skalpeli, rozwieraczy, szczypiec i czego tam tylko dusza zapragnie.

W tym momencie z przeraźliwym zgrzytem otwierają się wielkie drzwi wpuszczając snop jaskrawo-niebieskiego światła. Wchodzi moja znajoma ubrana w płaszcz. Wyraz twarzy jak zawsze zimny, nieugięte spojrzenie - jednym słowem osoba, która doskonale wie czego chce i nie cofnie się przed niczym. Podchodzi do stołu, zapala lampę i wyjmuje z kieszeni jakąś fiolkę. Otwiera ją i zmusza przerażoną dziewczynę do wypicia jej zawartości. Tamta broni się ostatkiem sił, ale bardzo szybko pasuje przed bezwzględnym imperatywem. Wypija i po chwili (widzę to jakby w zbliżeniu) źrenice się jej zwężają, twarz wykrzywia spazm, który zastyga w niesympatycznym grymasie. Dziewczyna nie żyje. W tym momencie moja znajoma sięga po narzędzia i z wielką wprawą zdejmuje z twarzy dziewczyny skórę, otrzymując coś na kształt przerażającej maski. Następnie w podobnie sprawny sposób otrzymuje jej skalp.

Teraz sen znowu się zmienia i widzę ją, jak zszywa obydwa kawałki skóry ze sobą. Tak, tworzy sobie maskę. Taką pełną maskę nakładaną na głowę. Po chwili widzę jak wychodzi na zewnątrz, ale nijak nie przypomina swoim wyglądem mojej znajomej. Nic dziwnego - idzie z twarzą tamtej dziewczyny. Wchodzi do autobusu. Jest noc. Porę dnia poznaje po tym, że autobus (taki zwykły, jakich stado jeździ po Krakowie) ma zapalone światła, a za oknami jest ciemno. Nie ma wielu pasażerów. Może jakieś dwie lub trzy osoby, ale i one wysiadają na najbliższym przystanku.

Kiedy wychodzą, do autobusu wchodzi jakiś mężczyzna i widząc śliczną dziewczynę przysiada się do niej i zaczyna bezceremonialnie się do niej dobierać. Widać szybki ruch ręki dziewczyny, coś złowieszczo błyska w jej dłoni i mężczyzna przestaje generować swoje niewyszukane zaloty. Opada bezwładnie na siedzenie obok i siedzi już grzecznie ze spuszczoną głową, jakby obserwował szybko rosnącą kałużę krwi pod swoim siedzeniem. Teraz widzę co się stało. Otworzyła mu skalpelem całe gardło. No cóż, w tym stanie na pewno nie będzie nikogo zaczepiał.

Teraz sprawy dzieją się błyskawicznie i nie pamiętam, ani nie kojarzę co dokładnie zaszło. W każdym bądź razie jestem w środku w autobusie, przede mną siedzi morderczyni z twarzą dziewczęcia, które jakiś czas temu straciło ją bezpowrotnie, kierowca autobusu nie żyje i bezwładnie leży na kierownicy, dociskając nogą pedał gazu do oporu. Autobus się rozpędza, a my siedzimy na przeciw siebie i pozwalamy napięciu rosnąć niebotycznie.

Znowu dzieje się coś drastycznie szybko. I znowu akcja się zmienia. Teraz dostrzegam, że udało mi się obezwładnić morderczynię i właśnie zakładam jej na ręce kajdanki. Delikatnie wyjmuję z jej palców zakrwawiony skalpel. Muskam jednocześnie delikatnie jej dłoń. Ot, niczym pierwsze delikatne muśnięcie swojej miłości. Potem prowadzę ją ulicą. Autobus i prowadzący go trup kierowcy gdzieś znika. Dochodzimy na posterunek policji. Siadam z nią na jakiejś ławce, czy złączonych krzesłach. Ma się zacząć przesłuchanie. Zdejmuję z jej głowy upiorną maskę. Widzę to bardzo wolno i w kosmicznych przybliżeniach. Widzę powoli wyłaniający się spod maski zarys jej policzka. Jest piękna. Bardzo mi się podoba jako kobieta. Niby pomagając mojemu koledze zsunąć maskę z jej głowy (ona jest cały czas skuta) dotykam delikatnie jej twarzy widząc kątem oka, że ona się uśmiecha. Właśnie w tym momencie się budzę.

Powrót...