Atakujące jezioro.
10-04-2003, Melbourne
Atakujące jezioro.
Byłem dzisiaj nad jeziorem. Było bardzo przyjemnie i ciepło. Leżałem sobie na brzegu w cieniu rzucanym przez przybrzeżne skały. Dziwne, że nad takim jeziorem powstał brzeg skalisty, ale właśnie takie dość wysokie skały pozwalały wylegiwać się osłoniętym od parzących promieni słonecznych.
Leżałem tak dość długi czas i czytałem sobie książkę, gdy w pewnym momencie zaczął wiać wiatr. Początkowo słabiutki i w sumie sprawiał przyjemność swoimi chłodniejszymi podmuchami, ale wkrótce zaczął przybierać na sile. Wiał mocniej i mocniej. Zauważyłem, że woda w jeziorze dziwnie się wzburzyła. Pojawiły się fale. Początkowo niewielkie, a później coraz większe. Dalsze porywiste podmuchy spowodowały, że woda w jeziorze jakby się odsunęła pokazując dno. To zjawisko trwało przez jakiś czas, lecz w pewnym momencie woda zebrała się w jednej części zbiornika przybierając postać wielkiej góry. Wszyscy stali na brzegu i patrzyli ze zdziwieniem na te cuda.
W pewnym momencie wodzie jakby znudziło się tkwić w jednej pozycji i postanowiła z powrotem wypełnić zbiornik. Pomknęła więc na nas fala monstrualnych rozmiarów! W ostatnim momencie dopadłem do skał, które jeszcze przed chwilą były moim cienistym parawanem. Teraz miały posłużyć mi za zasłonę przed pędzącą masą wody. W chwili kiedy dopadłem do głazów i przylgnąłem plecami do zimnego kamienia, przetoczyła się nade mną masa wody z wielkim hukiem i pluskiem. Fala była gigantyczna! Wszędzie bryzgała woda, ale ja byłem bezpieczny.
Jezioro jednak postanowiło ponowić atak. Woda znowu się cofnęła i jeszcze raz runęła w kierunku brzegu, na którym niedawno opalali się plażowicze. Znowu przewaliła się nade mną masa wody, ale tym razem nie trwałem bezradnie. Czekałem na nią z wycelowanym aparatem i pstrykałem jedno zdjęcie za drugim. Przepełniało mnie dojmujące podniecenie faktem, że stanę się autorem i posiadaczem prawdziwego hitu fotograficznego.
Pstryk! Pstryk! Pstryk! Pstrykałem jak najęty. Każde kolejne wyzwolenie migawki wydawało mi się utrwalać coraz to ciekawszy obraz. Trwało to jakiś czas. Obudziłem się w tym miejscu.
