Grafitowe królestwo figurek.
zapisany bez daty, Polska
Grafitowe królestwo figurek
Śniło mi się, że byłem w jakimś labiryncie. Ot, murowany kanał długi w nieskończoność, z którego były wyjścia w analogicznie nieskończenie długie kanały. Jedne zakręcały, inne biegły prosto. Materiał, z którego były wykonane, dawno już uległ czasowi. Wszystko było koszmarnie stare. Co ciekawsze, w tych tunelach były półki. Ot, półeczki na ścianach kanałów. Jedne wyżej, inne całkiem nisko - miliony półeczek. Na półeczkach stały... przeróżne figurki. Różne figurki. Miliony figurek. Jedne przedstawiały koszmarne ogrodowe krasnoludki w zminiaturyzowanej formie, inne typowe dziecięce żołnierzyki, którymi bawią się mali chłopcy. Inne zaś przedstawiały smoki w najróżniejszych, typowych i nietypowych smoczych pozycjach. Jeszcze inne miały kształty jaszczurek. No wszystko co tylko można sobie wyobrazić. Oprócz miniaturowych rozmiarów (jedne były większe, inne mniejsze, ale wszystkie raczej niewielkie) łączył je również materiał, z którego były wykonane. Był to jakiś zimny w dotyku, śliski, połyskujący materiał w ciemnym grafitowym kolorze. Cały sen upływał na mojej podróży w owym dziwacznym labiryncie i skupianiu się na podziwianiu tych figurek. Nie miałem ani celu tej podróży, ani nie wiedziałem dokąd zmierzam. Po prostu szedłem i szedłem w nieskończoność, raz za razem zmieniając korytarz. Co chwilę zatrzymywałem się, żeby przyjrzeć się dokładniej jakiejś figurce, która bardziej niż inne przyciągnęła moją uwagę. Kiedy tak sobie spacerowałem jednym z korytarzy, spojrzałem od niechcenia za siebie i ze zdziwieniem zauważyłem, że figurki się ruszają! Kiedy tylko spojrzałem na nie, natychmiast znieruchomiały, a kolory których nabrały ruszające się miniaturki natychmiast bledną i nikną przyjmując tą zimną, grafitową barwę. Od tego momentu sen się zmienia. Już nie idę bez celu, ale staram się jak najczęściej "przyłapywać" je na tym, że mnie "nie dostrzegają" i "myśląc", że ich nie widzę zaczynają żyć. Smoki, jeszcze przed momentem grafitowo zimne, przybierają cudowne smocze barwy i spacerują po półkach wśród innych, jeszcze piękniejszych swoich przyjaciół. Podziwiam ich tajemne piękno do momentu, aż zaczynają się orientować, że je podglądam. Wtedy znowu zasypiają grafitowym snem. Jednak coraz częściej zdarza się, że nie zasypiają pomimo, iż wyraźnie na nie patrzę i doskonale wiedzą, że odkrywam ich tajemnicę. Smoki zaczynają się do mnie zbliżać... Mój mały świat zamknięty w murach tunelu zaczyna zakwitać życiem. Figurki wokół mnie ożywają. Coraz ich więcej. Setki otaczających mnie postaci zaczyna się ruszać. Ściany tunelu do tej pory chłodne i martwe zaczynają pulsować figurkowym życiem. Usiłuję dotknąć jakiegoś smoka, ale ten gryzie mnie dotkliwie w palec. Jakiś krasnoludek przypieka mnie swoją lampą naftową, która jeszcze przed momentem zimna i śliska, teraz płonie żywym, jaskrawym i gorącym płomieniem. Jakiś żołnierzyk kłuje mnie boleśnie w łydkę bagnetem, który trzyma w ręce. Przed chwilą czułem się bezpiecznie w tym świecie, później byłem zachwycony tajemnym życiem, które toczy się poza granicą mojego wzroku, a teraz przejmuje mnie uczucie zagrożenia. Zaczynam przyspieszać kroku, ale jak sięgam wzrokiem, ściany przede mną żyją... Zaczynam się bać i... budzę się zlany potem.
